Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 12
Najnowszy użytkownik: oferkol
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
Gwara poznańska: lit...
Powitanie i parę słó...
Najciekawsze tematy
Brak tematów na forum
Ostatnie artykuły
Piosenka dziadowska ...
Opowiadanie Dziaduni...
portret na ostrzu noża
kuchenne pisanie
Królowa
Powitanie
Ekshumacja
Napisane przez altermisza dnia kwiecień 03 2017 00:00:00

Zastukały o skrzynię ostrza mokrych łopat.
Pojawiło się pudło, podłużne i nagie,
które dawno straciło trumienną powagę,
pokryte ciemnym szlamem i smugami błota.

Wieko wreszcie puściło, ukazując wnętrze;
jakąś lalkę bez twarzy – sczerniałą, ohydną.
Rój robactwa się dzielił z aksamitną grzybnią,
zapach pleśni wypełniał wiosenne powietrze.



Gdzie ty jesteś? Bo tutaj nikogo już nie ma.
Brudne szmaty i kupa gnijących odpadów,
nie są tobą. Lecz jeśli zechcę poznać prawdę,

będę szukał mozolnie w odległych wspomnieniach.
Zaciskam więc powieki, próbując odgadnąć,
którą ścieżką podążasz - na pewno cię znajdę.



Jimi Hendrix
Napisane przez altermisza dnia kwiecień 03 2017 00:00:00



podkręć wzmacniacze wyobraźni
w tle gitary zadudni nieśmiertelny
totentanz w błocie Wietnamu i Woodstock
głos śmierci stanie się wyraźny
pusty całun białego ekranu
przywróci na jedną chwilę
odciśnięty cyfrowo zarys twarzy


Ucieczka króla Henryka czyli skąd w Polszcze franca
Napisane przez altermisza dnia marzec 03 2017 00:00:00




























Noc 18 czerwca 1574 roku ma się ku końcowi. Jan Tęczyński, podkomorzy krakowski i młody Mikołaj Zebrzydowski doganiają pod Pszczyną Henryka Walezego, który właśnie nawiał z Krakowa

Henryk /dostrzega pogoń/

Cóż za durnie, nie do wiary!
Przecież na mnie czeka Paryż!

Tęczyński - Oj, Henryczku...Tak nieładnie!

Zebrzydowski - Zaraz ci łomocik wpadnie!

Tęczyński - Wracaj, Miłościwy Panie!

Zebrzydowski - Zaraz ktoś tu w ryj dostanie!

Tęczyński -
Czeka Anna Jagiellonka!
I Wawelik! I koronka!
zdrowa kuchnia. miły klimat...
Takich wczasów nigdzie ni ma!
Czy Cię kraj nasz nie zachwycił?...

Henryk -

Powiem krótko. Mam to w rzyci!
Tutaj, może was osłabię
- od ud babich, wolę żabie.
Kraj wariacki - dla wariatów!
Koniec. Kropka. Brak tematu.
Do Wenecji! I na Paryż!
Tam się żyje, wy fujary!



Tęczyński z Zebrzydowskim /w celu wstrząśnięcia sumieniem władcy odśpiewują " Boże coś Polskę" oraz "Białego Misia"/

Henryk /wyciera nos i wyjeżdża do Wenecji/




Tęczyński z Zebrzydowskim /stepując rapują/


Znajdziemy inną osobę.
Na tronie znowu jest pusto.
Zostawił francuską chorobę
i przepis na miłość francuską.


/ Całość, jak zawsze, kończy się wesołym oberkiem/
Jewwgienij i Magritte
Napisane przez altermisza dnia marzec 03 2017 00:00:00

Dzień ciężki jak z ołowiu – mroczny, niewyspany.
Wcale nie wstał, wciąż leżał w skłębionej pościeli
ciężkich chmur zwisających ku ziemi pasmami.
Jewgienij rozwarł oko i z nim niemoc dzielił.





Lepiej się nie podnosić. Przychodzi zwątpienie
w sens majowych poranków i słońca zachodów.
Trzeba się raz na zawsze do krainy przenieść,
gdzie jesień się nie żeni z wiosną bez powodu.

Teraz zagrałby sobie. Spojrzał na pianino,
lecz stało za daleko, choć wyciągnął rękę.
Wymyślił więc melodię i z nią w dal odpłynął,
porzuciwszy swe łoże i poduszki miękkie.

Gdy szybował przez nicość, składał z niej obrazy
wymarzonej przystani, gdzie chciałby zamieszkać.
Przypomniał sobie obraz, przy którym wciąż marzył;
namalował go Magritte - tak się zwał koleżka.

Kochankowie na plaży w kamiennym uścisku
Przytuleni do siebie, złączeni tułowiem
A obłoki na niebie też są bardzo blisko
i płynący po morzu błękitny żaglowiec

Wylądował leciutko w szumie fal i wiatru.
Przeciągnął się i wzrokiem nowy świat ogarnął
Położył się wygodnie, żeby lekko zasnąć
wdychając woń fantazji – swojską, surrealną.


Resume (Noc polarna XVIII)
Napisane przez altermisza dnia marzec 03 2017 00:00:00
Potykasz się o siebie, dotykasz przedmiotów;
odchodzisz, zanim zaczniesz cokolwiek rozumieć.
Podbiegasz i przystajesz w nieznajomym tłumie,
oglądasz się za siebie i przyspieszasz kroku.

Przeglądasz stare listy i nowe rachunki,
przerzucasz się słowami, a z myślami bijesz.
Nie lubisz nagłych zdarzeń, chyba że są czyjeś.
Spoglądasz na zegarek – czas i tak ci umknie.

Oglądasz nowe zmarszczki i wciąż myślisz o nich.
Przechodzisz nowe wiosny, lecz więcej jesieni;
próbujesz coś odszukać i coś jeszcze zmienić.
Przecież, tak ci potrzeba ciepła jednej dłoni.
Na grodzisku
Napisane przez altermisza dnia marzec 02 2017 00:00:00











Gdzie wysmukłe dziewanny na wyschniętym jeziorze,
płowych traw, krzepkich ostów, zgrzanych chabrów pod słońcem,
gdzie nieśmiały bożychleb drobnolistnie się mnoży,
rozpaliła się łąka w południowej gorączce.

Nie czekała przybysza, lecz przyjęła gościnnie.
Dała miękkie posłanie w chłodnym cieniu leszczyny,
która rzekła spod liści – usiądź bliżej tuż przy mnie,
razem stare legendy na grodzisku wyśnimy.

Czyste niebo nade mną, w barwie lapis lazuli,
słońce w złoto obraca armię pokrzyw przy wale.
Kiedy zamknę powieki, wszystko pachnie i szumi,
jak opowieść sprzed wieków, która z głębin powstaje.

Mlecze w puchu są lekkie, bo jagnięca ich przędza.
fruwająca na skrzydłach drobnych stad żywych ziaren.
Z nimi czas białej magii, który już się dopełnia,
powędrował za groblę w krzewy jeżyn i malin.

W dzikim zbożu żeglował, trącał struny tej harfy
- lekki wiatr od zachodu z balladami na grzbiecie.
Dawne bóstwa słuchały, przecież nigdy nie zmarły,
wciąż czekając w ukryciu na swojego poetę.

Przyszedł sen – płonął ogniem rozniecanym na bagnach.
Wolnym nurtem się toczył niby rzeka przez puszczę,
przywołując obrazy, które przeszłość ukradła
i zazdrośnie schowała w głębi ziemi cichutkiej.

Gród zmartwychwstał na chwilę, żeby uciec w świat cieni.
Znów szerokie łopiany rozpostarły baldachim.
Sen i czary przepadły razem z dymem palenisk.
Nie przywołasz ich więcej – tego już nie potrafisz.


Wędrówki Jewgienija
Napisane przez altermisza dnia marzec 02 2017 00:00:00

Zamknął dom na dwa skoble, kłódkę i zaklęcie.
Wziął bukłaczek i plecak, do drogi gotowy.
Pegaz lekko go poniósł nad kraj śpiewnej mowy
i posadził pod lasem, gdzie ziół jest najwięcej.

W starej puszczy od razu owiało go chłodem.
Szedł po trawie żubrowej, a gdzie cień był czarny
po wilczymi łapami wyszarpanej darni,
przez mokradła, za klempą prowadzącą młode.

Gdy był już na równinie z domami pod gontem,
wiatr cerkiewnie zaśpiewał na polach i w sadach.
Siadł wygodnie pod wierzbą i długo z nim gadał,
bo tu świata jest koniec lub jego początek.

Prawosławny z łacińskim – podparły się krzyże,
w kępie bzu i leszczyny, gdzie się drogi dzielą.
Słońce lśniło czerwono, jak miedziany szeląg
i ciągnęło za wioskę, schodząc coraz niżej.





Ciszę zielnych zapachów i kryształki rosy
niosła na szorstkim grzbiecie wykoszona trawa.
Jewgienij ruszył ścieżką i ślad pozostawiał,
w cieniu skrzydeł Pegaza, niezgrabnych stóp bosych.

Dokąd go zaprowadzą niezbadane drogi,
polne miedze, ugory i przecinki leśne?
Popatrzy tylko w niebo, cicho sobie westchnie
i zaśnie w kopie siana, w łożu dla ubogich.

Cierpienia poetyckie Jewgienija
Napisane przez altermisza dnia marzec 02 2017 00:00:00


Jewgienij drzwi otworzył i poczuł od progu
zapach wczesnej jesieni zamkniętej w gąsiorze.
Zaczęli więc bez niego, nie mogło być gorzej;
bo Erato z Pegazem razem pić nie mogą.

Na stole stała armia wyssanych butelek,
a muza ze skrzydlatym śmiali się do szklanek.
Widać, że towarzystwo jest dobrze pijane,
żwawo ciągnąc z karafki, w której też niewiele.

Pegaz dostrzegł go pierwszy, ale nie skojarzył,
tylko skrzydła rozłożył, szczerbate, jak grzebień.
Rozczochrana Erato patrzyła przed siebie
z przylepionym uśmiechem na rumianej twarzy.

Zaraz pewnie się zacznie – głucho jęknął Żenia
i skoczył, żeby znaleźć siatkę na poezję.
Wszystkie wiersze wyłapie: knoty, lepsze, niezłe.
Przepisze najsmaczniejsze, a reszta – na przemiał.

Erato wytrysnęła - sonet na sonecie;
a Pegaz jął wypuszczać seriami eposy.
Jewgienij chwyta, biega, chociaż ma już dosyć.
Musi cierpieć za wszystkich, jest poetą przecież.




Piosenka dziadowska Jewgienija o podróży polską koleją
Napisane przez altermisza dnia marzec 02 2017 00:00:00



Drodzy ludkowie, poznajcie mą mękę;
bo podróżować wypadło koleją.
Tłum potępieńców przed kasy okienkiem.
Cuda się dzieją.

Z biletem w zębach, na peronie, wreszcie;
gdy z megafonu głos popłynął głos szczery,
że opóźniony ekspres minut dwieście
trzydzieści cztery.

Trwoga i lament, twarze zapłakane.
Niejeden śmiałek, nie bacząc na błoto,
przyjął na drogę ostatni sakrament,
ruszył piechotą.

Pojazd nadjechał, anioły zagrały
na krętych rogach, gromkie: Gaude Mater.
A w chwilę potem, świat był mleczno biały,
za szyby matem.

Ciągle jedziemy, stłoczeni jak dorsze.
Ciemno i zimno, gęsty smród się niesie,
Lecz nie narzekam, miejsce mam niezgorsze.
Tuż przy sedesie.

Podróż bezsenna, ciągle w dal, nieznaną.
Żegnajcie mili, będę was pamiętał.
W domu się zjawię może na Wielkanoc.
To także święta.
Grusza
Napisane przez altermisza dnia marzec 01 2017 00:00:00





Pierwsze, chłodne poranki zaczęły już warzyć
cierpki napój - wrześniowy, ze zroszonych liści.
Codziennie bledsze niebo. Przecież coraz bliższy,
czas nadejścia jesieni o zziębniętej twarzy.

Słońcu trudniej się wspinać, dłużej błyszczą gwiazdy.
Pachną jabłka w ogrodzie, brzemienne śpią śliwy.
Tylko grusza pod płotem chyli kark swój krzywy
- bezlistna, bez owoców i z pniem obumarłym.

Zapatrzyła się w siebie. Dlatego samotność,
nie jest dla niej ciężarem,łatwiej będzie odejść;
pożegnać się z tym miejscem i powitać z bogiem
kwitnących wiecznie sadów, by znów żyć i rosnąć.


Pod spodem (wyróżnienie - Turniej Jednego Wiersza "Poetycki Lombard"; Oleśnica; 2012)
Napisane przez altermisza dnia luty 03 2017 00:00:00






Wyschło niebo - spękane, jak ślad po kałuży ;
wrony wściekle się kłócą w knajackiej grypserze.
Wszystko wokół zmęczone, kalekie, nieświeże;
zanurzone w półmroku, który trwa tu dłużej.

Dzieciom o starych twarzach, nawykłym do bójek,
znudziły się zabawy w seryjnych morderców;
teraz siedzą na schodach, licząc do dziesięciu
- chmury, kapsle i cegły – dalej nikt nie umie.

Wdowiec z piętra przystanął, nie trzeźwieje nigdy;
jego pamięć, jak kurtka, do podszewki zdarta.
Chwieje się i studiuje pismem Leonarda,
odbite w brudnej szybie, zardzewiałe szyldy.

W zakamarkach podwórza zatacza się echo
ptasich wrzasków i kurew śmiejących się w bramie.
Widać, mają na działkę, więc bawią się same
i radują, przyznaną im dzisiaj dyspensą.

Szczury chodzą niespiesznie w kipiącym śmietniku,
kotów nie ma, bo zdechły już po siedem razy.
Zawirował pióropusz poszarpanych gazet,
i zniknął ponad murem, szybując donikąd.

Starzec siedział przy oknie, mrużył blade oczy,
jakby czekał, aż sięgnie go wieczna amnestia.
Mógłby wyjść już na wolność, gdyby tylko zechciał,
wejść na wąski parapet i swobodnie skoczyć.




Wigilia u Piurnonsensowicza
Napisane przez altermisza dnia luty 03 2017 00:00:00




Kruk chodził pod latarnią, by się w świetle ogrzać,
gdy bydełko kolędy ryczało w oborze.
W taki wieczór zabronić mu tego nie można.
Nawet świnie śpiewają, choć robią to gorzej.

Karp zdawał się spoglądać lękliwie z półmiska,
barszcz mienił się w jak rubin na białych talerzach.
Zanim siedli za stołem, Jewgienij wyściskał
domowników, choć wzrokiem do jadła już zmierzał.

Pegaz sianko wyżerał i spluwał haiku,
Erato żeglowała w zaspach białych wierszy.
Takich masz Jewgieniju, stałych biesiadników
- stara muza i wałach, do żarcia wciąż pierwszy.

Jasna gwiazda przemknęła przez niebo w cekinach,
rozprysła się na części, tyle - ilu ludzi.
Coś starego odchodzi, a nowe zaczyna,
nocą, która śpi cicho. Nie trzeba jej budzić.


Witaj
Napisane przez altermisza dnia kwiecień 21 2015 00:00:00



















Blogi:

Link Czar komnaty - grafomańska powieść retro w odcinkach



Link Jewgienij Piurnonsensowicz








Prawdziwa sztuka to taka. która powstaje dzięki potrzebie tworzenia
Albert Einstein


























Tomik poetycki Michała Witolda Gajdy :
„Zabawa w samotność”

„Zabawa w samotność' ukazała się nakładem Wydawnictwa KRYWAJ z Koszalina i jest
do nabycia poprzez wpłatę na konto (ING Bank ŚLĄSKI 03 1050 1852 1000 0092 0693 4136)
15 PLN + 4,20 PLN (koszty krajowej przesyłki poleconej).
Na życzenie – z autografem autora, bądź z dedykacją.




Altermisza.cba.pl website reputation

Czytaj więcej
Cztery strony roku.Ostrów
Napisane przez altermisza dnia styczeń 20 2013 00:00:00


"Cztery strony roku. Ostrów".
Autor: Michał Witold Gajda
; zawiera utwory z cyklu:
„Cztery strony roku” oraz „Ostrów”.
Fantastyczne ilustracje pana Ryszarda Szilera.
Książkę pięknie wydała
krakowska MINIATURA, która zajmuje się jej dystrybucją.
Także w formie wysyłkowej.


Wydawnictwo Miniatura
30 – 307 Kraków, ul Barska 13
mail: miniatura@autograf.pl
www.miniatura.info.pl
tel. 12 267 1039



Czar Komnaty - wyżyny grafomanii
Napisane przez altermisza dnia wrzesień 02 2011 04:18:08




Niziny literatury! Deprecjacja języka! Degrengolada i depresja umysłowa autora!

WSZYSTKO TO W POZBAWIONEJ SMAKU, GRAFOMAŃSKIEJ POWIEŚCI W ODCINKACH



Także blog: Link
Czytaj więcej
Ostatnio poruszane tematy
  Temat Wyświetleń Odpowiedzi Ostatni post
Gwara poznańska: litery od ...
słownik wyrazów nieobcych
848 0 altermisza
20-09-2012 17:28
Powitanie i parę słówek gwa...
słownik wyrazów nieobcych
1424 2 altermisza
17-05-2012 12:54
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Ostatnie komentarze
przyjemnie się czyta...
niezły kawał mroczne...
całkiem ciekawy teks...
bo grody zwykle ożyw...
widać że pisane przy...
historia którą się c...
Dziękuję Panu za wyj...
W słowniku gwary poz...
Uwodzicielska witryna.
Kurza twarz! Z jes...
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Brak wiadomości. Może czas dodać własną?